środa, 12 kwietnia 2017

Jak masz na imię?

Nie ogarniam tego, co ostatnio się dzieje. Raz pałam taką chęcią do wszystkiego, a raz po prostu najchętniej przeleżałabym cały dzień w łóżku grając w Smerfy. Jest mi coraz ciężej tutaj zaglądnąć i naskrobać chociażby kilka słów. Jestem już zmęczona samą ciążą, a najbardziej tą chęcią na nic-nie-robienie. Została ostatnia prosta, jeszcze tylko 45 dni i malutka będzie z nami!


Wiele osób zasypuje mnie pytaniami, czy wybraliśmy już imię i dlaczego akurat takie. Za dzieciaka wolałam grać w zbijaka niż bawić się w dom (ale też mi się zdarzało!) i nie miałam od podstawówki wymyślonych imion dla moich dzieci, więc wybór imienia był dla mnie... MEGA TRUDNĄ SPRAWĄ. Nawet przed ciążą, a już po ślubie, kiedy wiadome było, że kiedyś - w przyszłości - na świecie pojawi się mały szkrab, w ogóle nie przywiązywałam do tego wagi. Może nie brałam pod uwagę faktu, że stanie się to tak szybko. Szczerze mówiąc wiadomość o ciąży również nie nakłoniła mnie do zastanowienia się głębiej nad tym tematem. Przez pierwsze 18 tygodni w brzuszku miałam po prostu Fasola, który nie chciał pokazać, a mnie w ogóle to nie przeszkadzało, gdyż... Chciałam po prostu żeby Fasol był zdrowy, zresztą tak myśli każda przyszła matka. Chociaż gdzieś w głowie telepało mną przeczucie, że to jednak dziewczynka. Nie wiem, czy to intuicja, czy po prostu zbieg okoliczności, ale moją diagnozę potwierdziło dwóch lekarzy, i to trzy razy, bo nie dowierzałam.



A na zdjęciu słonica w 34 tygodniu ciąży, +11 kg na liczniku.

I tak w końcu, im bliżej terminu, trzeba było podjąć decyzję. Pierwszą ważną dla mnie rzeczą było to, żeby imię funkcjonowało w takiej samej formie w Polsce, jak i tutaj.  Niestety musiałam wyeliminować Łucję, która w Niemczech funkcjonowałaby chyba jako Lucy, co śmiesznie współgra z typowym, polskim nazwiskiem, ze -ski na końcu. Zawsze podobały mi się krótkie imiona, tym bardziej, że nasze nazwisko jest dość długie i sprawia Niemcom wiele problemów. Iga chodziła mi po głowie dość długo, ale została zanegowana przez Mensza, bo nie i koniec. Bardzo długo byliśmy przy Natalce, bo tutaj nie mają z tym imieniem żadnego problemu, nawet jeżeli kończy się na -a, a nie -e. Do tej pory bardzo podoba mi się to imię, gdyby nie fakt, że mój Monsz wpadł na całkiem inny pomysł i stwierdził - może nazwiemy ją po prostu Lena? Lenka ładnie brzmi! NO TAK. Ale Lenek ostatnio wysypało jak grzybków po deszczu, przynajmniej w Polsce, co druga dziewczynka urodzona w 2015-2016r. to Lenka... NO, ALE PRZECIEŻ MY NIE MIESZKAMY W POLSCE! Jesteśmy uratowani, mamy międzynarodowe imię i w dodatku takie, jakie chcieliśmy. A nawet gdyby Lena była 9-tą Lenką w promilu 3 km, to będzie to tylko NASZA Lenka, i koniec :)



Gorzej, jak Lenka okaże się Filipem, z Filipem nie mam związanej żadnej historii. Bo Filip, to Filip. 

♡ sia - breathe me.

wtorek, 28 marca 2017

Malutka rocznica

Siedzę sobie tak i patrzę na datę w kalendarzu. Coś mi świta, coś mówi, że należy ją zapamiętać i zachować głęboko w serduszku. I bum, już wiem co! Ten dzień wyznaczył mi drogę na resztę swojego życia. Tego dnia podjęłam jedną z najważniejszych decyzji w swoim życiu i ten dzień zapamiętam na bardzo długo.


Dokładnie dwa lata temu mój Monsz, postanowił założyć GPS na mój środkowy palec (no tak, bo przecież z rozmiarówką nigdy nie można trafić, nawet wtedy, kiedy bardzo się tego chce), a ja stwierdziłam, że właściwie czemu nie i wcale-nie-sugerując-się-napisem-YES-na-pudełeczku odpowiedziałam ''tak''.

Dzisiaj mam jakiś taki dzień przemyśleń. Zastanawiam się nad tym, co bym zrobiła teraz, gdyby spytał mnie o to samo. Czy nadal tak bardzo zauroczona chciałabym, żeby to właśnie On został moim mężem? W końcu różnie to między nami było, zdarzały się ogromne kryzysy, trzaskanie drzwiami, krzyki, łzy, fochy. W słusznych i mniej słusznych sprawach. Zdarzały się rzeczy przykre i okropne, o których staram się zapomnieć i walczyć sama ze sobą. Jednakże nie można na swój związek patrzeć tylko przez pryzmat popełnianych przez nas błędów. Przecież nie zawsze było źle, a wręcz przeciwnie - przeważnie było dobrze, raz lepiej - raz gorzej, ale DOBRZE. Nikt nie jest idealny i każdy ma prawo do pomyłek, a istotną rolą drugiej osoby jest wybaczenie, a przynajmniej próba wybaczenia. Mimo wszystko jednak trzeba pamiętać, gdzie jest granica, żeby później nie żałować żadnej podjętej takiej próby, albo decyzji. Czy ja żałuję?


Nie. Nie żałuję. Niczego nie żałuję. I oświadczyny przyjęłabym drugi raz. Wiele się nauczyłam, wiem czego chcę, na co mogę sobie pozwolić, a czego więcej tolerować nie będę. Dzięki Niemu poznałam swoje granice i Jego granice również. Nadal się uczę i mam nadzieję, że nigdy nie będę niczego żałować. Ciężka próba przed nami, ale damy radę, bo kto, jak nie my?

grubson - naprawimy to.