czwartek, 23 lutego 2017

Połowinki

Czytając o połowinkach pewnie myślicie, co 23-letnia baba robi na imprezie dla licealistów, ale ja nie takie połowinki mam na myśli. Obiecałam sobie, że wszystkie ciążowe spostrzeżenia będę ładować tutaj, do mojego ciążowego pamiętniczka, coby później poczytać i pośmiać się z moich super-przeżyć.

Kilka tygodni temu odbyło się moje drugie badanie prenatalne, przez wszystkie ciężarówki nazywane ''połówkowym''. Pierwsze badanie miałam w 13 tygodniu ciąży, gdzie ówczesny Fasol został wymierzony od stóp do głów, a jego wymiary wraz z moim wiekiem dodane do statystyki, na podstawie której zostało wyliczone prawdopodobieństwo wystąpienia poważnych chorób genetycznych. Cieszyłam się jak dziecko, kiedy dowiedziałam się, że mój Fasol jest zdrów jak rybka i nic mu nie dolega, a i ryzyko chorób jest baaardzo niskie.


Tego drugiego badania prenatalnego bałam się najbardziej. Przed oczami miałam mnóstwo czarnych scenariuszy, nie zmrużyłam oka przez pół nocy, a dzidzia dała mi tak popalić, że nawet to wydawało mi się podejrzane! WSZYSTKO JAK ZWYKLE NIEPOTRZEBNIE. Na wstępie, wraz z Menszem, dowiedzieliśmy się, że Fasol pozostaje jednak księżniczką Fasolką i do tej pory nic podejrzanego między nóżkami mu nie urosło. Kamień spadł mi z serca, bo zaczęły podobać mi się te wszystkie malutkie i słodziutkie sukienusie. Wiadomo, nie płeć jest ważna, a zdrówko, a każde kolejne słowa lekarza żołądek - w porządku, nerki - okej, pęcherz - okej, prawa komora - okej... były jak miód na moje zbolałe po ciężkiej nocy serduszko!

Dopiero teraz do mnie tak naprawdę dociera fakt, że będę mamą, mamą zdrowego bobasa, który będzie w dodatku księżniczką i będę mogła dać upust mojej pastelowej fantazji!




W sumie to już dałam, bo ten post pisałam zaraz po badaniach, ale szkoda było mi go zostawić jako wersje robocze, dlatego też publikuję, a co! :) Kurczę, czas przecieka mi przez palce, niedawno był piąty tydzień, a ja dygotałam ze strachu przed każdą wizytą u lekarza, a teraz już 27-my i czasu w dwupaku coraz mniej! :O 

aaaa, witam przy okazji 4 nowe duszyczki w ramce z obserwatorami ♥ 
♡ grace - you don't own me.

poniedziałek, 20 lutego 2017

Tulipanowe love

Internetowe odwyki to coś, co ostatnio bardzo polubiłam. Powiem Wam szczerze, że takie tygodniowe bycie nie-na-bieżąco to super sprawa, a z jaką werwą wraca się na stare śmieci! Okej, nie powiem, że nie tęskniło mi się za blogowaniem. Tym bardziej, że co jakiś czas zaglądałam tutaj, żeby sprawdzić, czy nie pouciekaliście z mojego pastelowego zakątka, a jak miło zaskoczyłam się widząc te 35 komentarzy do moderacji! I dziękuję każdemu nowemu obserwatorowi, o! Jesteście niesamowici :)


Urlop w Polsce minął nam dość... intensywnie, ale przyjemnie. Wpadłam szał dziecinkowych zakupów, przez co z wyprawki zostały mi do kupienia tylko butelki. Nie będę się na razie niczym tutaj chwalić, bo wszystko wylądowało póki co w piwnicy i na dnie szafy, coby nie zapeszać. Dotarła do nas też kareta dla naszej małej księżniczki. Przy jej zakupie kierowałam się raczej uniwersalnością i praktycznością. Wózek jest szary w przeciwieństwie do wszystkich innych różowych rzeczy z wanienką włącznie, łatwo się składa i na pewno zobaczycie go tutaj jeszcze nie raz :)

Chyba idzie wiosna! W moim mieszkaniu zagościły dzisiaj pierwsze tulipany, którym oczywiście zdążyłam już zorganizować super mega hiper profesjonalną sesję zdjęciową. Lubicie kwiaty w mieszkaniu? Ja może i nie jestem zwolenniczką zielska i najzwyczajniej w świecie zapominam podlewać wszelakie roślinki (dlatego jestem w posiadaniu tylko jednego liściastego stworzenia, wystarczy podlewać raz w miesiącu i jakoś wygląda, dzięki Ikeo), ale świeży bukiet na stole, który w dodatku idealnie wpasowuje się we wszelakie instagramowe kompozycje to fajna sprawa, a i mieszkanie wygląda jakoś tak bardziej... przytulnie :)

Tak jak obiecałam - tak zrobiłam, jestem już w blogosferze i zaraz ponapadam na Wasze blogi :) Dobrze być w końcu w domu, bo wszędzie dobrze, ale...

legendy polskie - jaskółka uwięziona.

czwartek, 9 lutego 2017

Krótki meldunek

Wróciła zima, może nie tak spektakularnie biała, ale mroźna i nieciekawa. Szaro, buro i ponuro, a to tego pizga złem i jak tu się cieszyć z życia? Dobrze, że chociaż psychicznie trochę odbiłam się od dna, wyprostowałam kilka spraw, w głowie i w rozmowie. Czuję się teraz jakby lżejsza, bo tego wszystkiego ostatnio było dużo za dużo. 


W sobotę czeka mnie już wyjazd w ''rodzinne strony'', jakkolwiek to brzmi. Tak, mieszkając za granicą i planując tutaj swoje przyszłe życie, ciężko jest zorganizować czas tak, żeby na wszystko wystarczyło i nikt nie czuł się pokrzywdzony. Prawda jest taka, że każdy nasz urlop, gdzie teoretycznie powinniśmy odpoczywać brzuchami do góry - to zakupy, odwiedziny u rodziny, zakupy, sen. I tym razem nie będzie inaczej. Na cały tydzień mamy zaplanowanych już tyle rzeczy. Jednak najważniejszą z nich jest kompletowanie wyprawki dla naszej Fasolki. Jakoś... Dużo pewnie czuję się buszując między polskimi produktami niż tymi tutejszymi, mogę dokładnie przeanalizować wszystko, a do tego mniej zapłacić, co przy przygotowywaniu wyprawki jest chyba główną zaletą.


Dlatego nie spodziewajcie się mnie tutaj przez najbliższy tydzień, bo prawdopodobnie nie będę miała czasu nawet po tyłku się podrapać, a co dopiero napisać coś sensownego. Proszę mi się stąd nie usuwać i ładnie czekać na mój powrót! :) 
A tak swoją drogą - dziękuję wszystkim za dodanie mnie do obserwowanych, każda nowa duszyczka w mych skromnych progach ogromnie mnie cieszy :)

paluch - gdybyś kiedyś.

poniedziałek, 6 lutego 2017

Ciążowe rozkminki

Wracając dzisiaj z kolejnych badań kontrolnych i krzywej cukrowej (afuj! obrzydliwa glukoza!) dopadła mnie taka... melancholia. Zastanawiałam się na jakim etapie życia się teraz znajduje, czy jest to właściwy etap, jakich decyzji żałuję, a które podjęłabym jeszcze tysiąc razy. I powiem tyle: jestem dumna z siebie, że mam to, co mam. Zycie nie jest usłane różami, wiele musiałam wycierpieć, wiele musiałam wywalczyć. Czy było warto? To się okaże dopiero za kilkadziesiąt dobrych lat. Myśl na dziś:

Jest pani w ciąży, gratulacje! 

I co teraz? Czy świat mi się zawalił? Co miałam w głowie? Otóż, w głowie miałam totalną pustkę, świat dopiero zaczął nabierać kolorów, ale kompletnie nie wiedziałam, co się teraz dziać będzie. W moim życiu spotkało mnie już trochę przykrych doświadczeń, których nie chciałabym wywlekać na światło dziennie, czy tam blogowe hueheuheu, ale nie mogę powiedzieć, że ciąża była dla mnie jakąś wielką niespodzianką. Chyba każdy jest świadomy pewnych konsekwencji i każdy wie, o czym teraz mówię.


Zawsze chciałam mieć dziecko, a nawet dwójkę. Zawsze też chciałam być młodą mamą i po cichu liczyłam, że zostanę nią przed 25 rokiem życia. Wydaje mi się, że później jest jakoś tak - łatwiej, kiedy mając 35 lat spokojnie możesz oddać się pracy czy pasji, bo dziecko już potrafi się samo sobą zająć. No i przerażała mnie wizja najstarszej matki na wywiadówce. Wiem, to głupie, ale mam do tego jakiś awers. Nie pozwoliłabym sobie nawet na myślenie o bobasie, gdybym wiedziała, że nie będę w stanie zapewnić mu podstawowych warunków i udogodnień. Marzyłam o tym, żeby moje dziecię miało to, czego ja za dzieciaka mieć nie mogłam. I nie chodzi tutaj o jakieś wydziwiane zabawki czy butelki za miliony monet, a podstawowe rzeczy. Nie chciałabym, żeby kupno wózka, łóżeczka, fotelika, ubranek i innych przydatnych rzeczy było dla naszego budżetu wielkim obciążeniem. Nie wyobrażam sobie pożyczać pieniędzy od rodziny na te cele, zawsze chciałam sama... Wszystko sama. Oczywiście, że z mężem, ale jednak bez pomocy z zewnątrz. Decydując się na dziecko chciałabym potrafić zapewnić mu wszystko, bez zająknięcia.


Ale los zdecydował za nas, bo Fasolka był kompletnie nieplanowaną niespodzianką. A ja mam czyste sumienie, że każde z moich postanowień powoli zaczyna się spełniać. :)

rockin'1000 - smells like teen spirit.

piątek, 3 lutego 2017

#001 filmowe top 5

Nigdy nie byłam dobra w pisaniu recenzji, więc po prostu napiszę kilka słów o moich wrażeniach, jako znawczyni kina wystawię gardzącą ocenę i może jakimś stopniu zniechęcę zachęcę Was do któregoś z filmów. Osobiście uwielbiam filmowe kąciki na Waszych blogach, bo weekendami, kiedy siedzimy z Menszem w domu, nurtuje nas to samo pytanie - co dziś oglądamy? Propozycji żadnych, chęci wiele, a przeglądając Wasze strony bardzo często trafiam na ''ostatnio oglądane'', za co Was uwielbiam!














#1 Łowca czarownic (2015)
Może i temat łowcy czarownic nigdy nie był bliski mojemu sercu, ale kiedy nie ma się co obejrzeć... to ogląda się wszystko! Prawda jest taka, że włączyliśmy ten film tylko dlatego, że wyświetlił mi się w propozycjach, ale nie żałuję! Lubię magiczne zagadki, zaklęcia i efekty, a w tym filmie tego nie brakuje. Taaak, zdecydowanie nie jestem mugolem i kocham Harry'ego Pottera :)
7/10
#2 Bogowie (2014)
Na ten film, a raczej jego okładkę natknęłam się kiedyś w Empiku i już wtedy zapisałam sobie jego tytuł. Nie jestem fanką filmów biograficznych, ale ze względu na to, że część akcji tego filmu, przynajmniej w zamyśle, dzieje się w moim rodzinnym Zabrzu, to nie mogłam przejść koło niego obojętnie! Powiem Wam szczerze, że jak na polski film z taką-sobie obsadą... Dał radę!
7/10
#3 Królestwo niebieskie (2005)
Taaak, do obejrzenia tej produkcji zostałam namówiona przez w/w Mensza, który osobiście widział ją już wcześniej. Jest bardzo... Przewidywalny. Smutna historia, która kończy się na glorii chwały i uwielbienia, ale efekty fajne i Orlando Bloom, a ponoć bożyszcze nastolatek. :)
7/10
#4 Bociany (2016)
O! A tu film animowany! Mimo, że jestem już starą krową, to uwielbiam wszelakie animacje, a takiego Shreka na przykład znam już na pamięć. I to wszystkie części. Bociany to najnowsza animacja jaką było mi dane obejrzeć, dość niespotykana historia i pomysł na fabułę, a wykonanie perfekcyjne. No i jest śmiesznie, tak jak to w animacjach być powinno.
7/10
#5 Złe mamuśki (2016)
Na tłumaczenie tego filmu i dostępność w DE czekałam dość długo, aż w końcu się doczekałam, albo raczej doszukałam. Czy się zawiodłam? Nie do końca. Rozczarowałam? Trochę. Jak na komedię był to film bardzo przewidywalny i nie do końca wbił się w moje poczucie humoru, ale ogólnie jest bardzo odmóżdżający i lekki, dlatego polecam go na humor z dupy :D
7/10


Och, dzisiaj tak zgodnie. Wszystkie filmy dostały 7 na 10 gwiazdek, na filmwebie również. No cóż, dawno nie było filmu, który wbiłby mnie w fotel.

»»» przy współpracy z MojSeans.pl

środa, 1 lutego 2017

Matka wariatka

Pamiętam ten dzień zaraz na początku ciąży, kiedy postanowiłam sobie, że do lutego nie wejdę do żadnego sklepu dziecięcego, ba, nawet nie spojrzę na te wszystkie ciuszki, bodziaki, spioszki, czapeczki. Udawało się. Szczerze mówiąc w ogóle nie ciągnęło mnie do bejbikowych zakupów i po prostu czekałam na odpowiedni moment, aż poczuję to babskie i jednocześnie matczyne flow. Drgnęło we mnie coś, kiedy pani doktor rozpoznała płeć naszej Fasolki, było to miesiąc temu. Nie powiem, nie przechodziłam już koło tych wszystkich słodkich rzeczy obojętnie, ale nadal trzymałam się na dystans. Przecież mam jeszcze czas!


Ogólnie rzecz biorąc ta cała dziwna sytuacja nie wzięła się z tego, że to moje-widzi-mi-się. Sytuacja finansowa również nie była najgorsza, więc dlaczego nie? Kurcze. Zazwyczaj jestem realistką patrzącą dość pozytywnie na świat. Mam słabsze dni, tygodnie i miesiące, ale mimo wszystko myślę realnie. Po głowie krążą mi przeróżne myśli, czarne scenariusze, do tego nocne koszmary. Coś w głowie zabroniło mi cieszyć się przygotowań wyprawki tak wcześnie. Gdzieś tam kołatało mi się: a co się stanie, gdy... *tutaj dopisz sobie najczarniejszy z możliwych scenariuszy*.


Jako, że mamy już 1 lutego (!!!) mogłam pozwolić sobie na pierwszy dzień szalonych zakupów! Moje myślenie też uległo zmianie, bo przecież: co ma być - to będzie, jest to już wszystko gdzieś w gwiazdach zapisane i nie ma sensu na zapas się tym zamartwiać. Nie wydałam milionów monet, ale zaszalałam i tak, a to dopiero początek. Och, złamałam też drugą obietnicę - miałam kupować tylko neutralne kolory, tak na wszelki wypadek... Tak, widać jak bardzo róż jest neutralny. Błagam Cię, dziecko, nie wyhoduj sobie siusiaczka, bo będziesz chodziło na różowo przez początek swojego życia... :D

robert pattison - let me sign.